Pokazywanie postów oznaczonych etykietą 7/10. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą 7/10. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 15 stycznia 2013

"Czerwień rubinu", czyli pora rozpocząć podróże w czasie


Czerwień Rubinu - Kerstin Gier








Autor: Kerstin Gier
Wydawnictwo: Egmont
Rok wydania: 2011
Seria: Trylogia Czasu





Podróże w czasie- chyba każdy kiedyś o nich marzył. Powrócić do przeszłości- naprawić błędy czy przeżyć ponownie piękne chwile lub może pomóc przodkom dzięki współczesnej wiedzy i technologii... Albo przenieść się w przyszłość i sprawdzić, jak będzie wyglądać nasze życie za jakiś czas... Kto nigdy tego nie pragnął?

 Otóż znajdzie się taka osoba.  Szesnastoletnia Gwendolyn niespodziewanie odkrywa, że jest posiadaczką genu podróży w czasie, przypisywanego wcześniej jej kuzynce Charlotte.  Ujawnienie tego faktu niesie za sobą spore konsekwencje. Gwen zostaje przyjęta w szeregi bractwa podróżników jako dwunasty, ostatni element- Rubin obdarzony tajemniczą magią kruka. Wraz z numerem jedenastym- niesamowicie przystojnym Gideonem otrzymuje misję do wypełnienia. Skacze w czasie, co chwila przenosząc się w odległą, niebezpieczną przeszłość...

„Co było gorsze? Zwariować czy naprawdę podróżować w czasie? Chyba to drugie, pomyślałam. Na to pierwsze pewnie można brać jakieś tabletki.”

 O tej serii słyszeli chyba już wszyscy. Entuzjastyczne głosy wychwalały trylogię pani Gier bez końca.  Przeczytawszy tyle pozytywnych opinii na temat "Czerwieni rubinu", postanowiłam osobiście przekonać się, czy naprawdę jest tak fenomenalna. Jakie były moje wrażenia?

„Okej. To ja sobie teraz zemdleję.”

 O ile Gwendolyn mdlała z nadmiaru emocji, mnie daleko było do takich uniesień. Wiele się spodziewałam po tej książce i muszę niestety przyznać, że trochę mnie rozczarowała. Co prawda pomysł na fabułę genialny- podróże w czasie to coś świeżego i ciekawego, wcześniej raczej nie spotkałam się z czymś takim.  Szczegóły też interesujące- bractwo, chronograf, rodzina Montrose sprawiały bardzo intrygujące wrażenie, aż chciało się o tym dowiedzieć jak najwięcej. Narracja równie świetna, pełna humoru.  Niektóre postaci  dobrze wykreowane, z  dobrze zarysowanym charakterem. Niestety jakoś nie było okazji, by lepiej poznać najciekawsze postaci czy odkryć niedające spokoju tajemnice. Czego zabrakło? Stron. Akcji. Przyjemnego dreszczyku podczas przeżywania misji w przeszłości. Grozy niebezpiecznych sytuacji. Radości z szczęśliwego powrotu (miałam wrażenie, iż misje trwają za krótko, mogli tam siedzieć dłużej!). Nie odczuwałam też przyjemnej złudnej świadomości, że jestem uczestnikiem przygody- udało mi się zostać jedynie obserwatorem.
Również wątek miłosny jakoś mnie nie zachwycił. Poświęcono mu trochę zbyt mało miejsca, by był wiarygodny. Jakoś nie chciało mi się wierzyć w tak nagłe zmiany uczuć. Główni bohaterowie niespecjalnie przypadli mi do gustu. Gwen wydawała mi się nieco zbyt płytka, a Gideon arogancki i irytujący. Ich miłość charakteryzowała się łącząca ich cechą- schematycznością.

Pomimo sporej ilości niedociągnięć, jakie dostrzegam w "Czerwieni rubinu", mam ochotę sięgnąć po "Błękit szafiru", ponieważ mam wrażenie, że większość wad zatarłaby się przy większej ilości kartek. Są to przecież tylko drobne mankamenty, które nie zmieniają faktu, iż książkę czytałam z wielką przyjemnością i prędkością światła. Bo "Czerwień rubinu" to naprawdę ciekawa pozycja, od której trudno się oderwać. Warto się z nią zapoznać, chociażby po to, by skonfrontować własne wrażenia z opinią innych oraz poznać sposoby podróży w czasie. ;)
7/10

sobota, 1 września 2012

Pora na rożki, czyli "Hryciowie" rządzą w "Cukierni pod Amorem"

Cukiernia pod Amorem. Hryciowie - Małgorzata Gutowska-Adamczyk





Autor: Małgorzata Gutowska- Adamczyk
Wydawnictwo: Nasza Księgarnia
Rok wydania: 2011




Mój apetyt nie wytrzymał zbyt długo. Po wspaniałej uczcie, jakiej dostarczyły mi 2 poprzednie tomy, nie mogłam czekać na deser zbyt długo. I oto nadszedł.

 To rożek z ciasta francuskiego: kruchy i delikatny, starannie wykończony, z mnóstwem cienkich warstw oraz jabłkowym nadzieniem. Czy zostanie moim ulubionym deserem? 

 Pod szyldem gutowskiej cukierni "Pod Amorem" przeplatają się dzieje trzech rodów: Zajezierskich, Cieślaków i Hryciów. Na przestrzeni lat toczy się rodzinna historia, pełna miłości, tajemnic i intryg. Czy zagadka pierścienia zostanie rozwiązana? Co skłoni Celinę do otwarcia cukierni? Czy spotka się z miłością swego życia?...

 Będąc świeżo po lekturze "Cieślaków", za "Hryciów" zabrałam się pełna entuzjazmu. Ciastko wyglądało naprawdę apetycznie. Niestety, jego smak odrobinę mnie rozczarował. Jego wielowarstwowość, liczne detale sprawiły, że dzieło straciła na spójności. Obszerny kontekst historyczny pozostawił mało miejsca na wątki obyczajowe, które ograniczały się potem do "wyprowadził się i szukał pracy". Miejsca na emocje pozostało bardzo niewiele.

 Rozczarowali mnie trochę bohaterowie- decyzje, które podejmowali były nielogiczne i nie pasowały mi do ich charakterów. Byłabym skłonna to przeboleć, gdyby kolejnego przykrego zaskoczenia nie dostarczyło mi zakończenie. Ostatni gryz okazał się gorzki! Zabrakło mi wtedy konkretów, zostało więcej pytań niż odpowiedzi. A to przecież koniec serii...

 Na szczęście okruszki okazały się pyszne. Indeks osób i drzewa genealogiczne stanowiły świetny dodatek, pozwalający łatwo przypomnieć sobie, kto jest kim w przypadku dezorientacji, jaka mogła się dość często przytrafić przy tylu bohaterach. Brawo za to!

 Trochę przykro kończyć już swe odwiedziny w "Cukierni pod Amorem". Spędziłam w niej naprawdę miłe chwile i choć czasem wypieki nie do końca trafiały w mój smak, całość wywarła na mnie bardzo pozytywne wrażenie.

 Pomimo drobnych wad i niedociągnięć, "Hryciowie" okazali się sympatycznymi ludźmi. Z ciekawością i przyjemnością śledziłam ich losy, które zaskakiwały mnie niejednokrotnie. Uważam, że zakończenie nastąpiło zbyt szybko. Z chęcią przeczytałabym jeszcze chociażby kilka rozdziałów.

Pozostaje mi zachęcić Was, byście zatrzymali się na chwilę w Gutowie i spróbowali nieziemskich wypieków z "Cukierni pod Amorem". Naprawdę warto!
7/10

Na trylogię "Cukiernia pod Amorem" składa się:
1." Cukiernia pod Amorem. Zajezierscy"-recenzja
2. "Cukiernia pod Amorem. Cieślakowie"-recenzja
3. "Cukiernia pod Amorem. Hryciowie"

wtorek, 28 sierpnia 2012

Karty na stół!

Karty na stół - Agatha Christie





Autor: Agatha Christie
Wydawnictwo Dolnośląskie
Rok wydania: 2001





Zdarza Wam się grać w karty? Mi rzadko, właściwie tylko na wycieczkach. Nie znam zasad zbyt wielu gier, preferuję wojnę, makao albo najlepiej Uno. Mnie hazard nie interesuje, ale wiadomo, są osoby, które namiętnie grają na przykład w brydża. A blefują świetnie nie tylko w kartach. I nie tylko podczas gry zachowują zimną krew. 

 Właśnie takie osoby spotyka znany wszystkim Herkules Poirot na pewnym przyjęciu. Detektyw zostaje na nie zaproszony przez pana Shaitanę, oryginalnego jegomościa o ciekawych zainteresowaniach. Gospodarz posiada kilka interesujących zbiorów. Tabakierki, orientalne drobiazgi oraz... mordercy, którym nigdy nie dowiedziono zbrodni. Kolacja z żywymi ozdobami kolekcji kończy się nową zagadką dla detektywa...

 Choć w twórczość pani Christie zagłębiam się z przyjemnością już od jakiegoś czasu, z galerią morderców spotkałam się po raz pierwszy. Był to wyjątkowo udany, dodający tej pozycji świeżości pomysł. Bo poza tym, było jak zwykle; mnóstwo ciekawych postaci, intryg i interesujących zwrotów akcji, nie pozwalających domyślić się zakończenia oraz sprawcy(ale byłam blisko!). Irytujący Poirot. Dawka psychologicznych rozważań. Dobrze zbudowane napięcie. Świetny klimat. Naprawdę dobra powieść, którą świetnie czyta się w każdej sytuacji. (No, może oprócz chwili przed kolacją z nieznajomymi ;)) 

Nie wiem, co mogłabym jeszcze napisać o tej pozycji, więc po prostu ją polecę. Komu? Osobom, które jeszcze nie znają twórczości pani Agathy (bo kto już ją zna, sięgnie pewnie i bez mojego polecenia). Warto rozpocząć przygodę z jej książkami od wyciągnięcia "Kart na stół". 

piątek, 8 czerwca 2012

Tajemnica smakowitego pierścienia. "Cukiernia pod Amorem.Zajezierscy"



Cukiernia pod Amorem. Zajezierscy - Małgorzata Gutowska-Adamczyk





Autor: Małgorzata Gutowska- Adamczyk
Wydawnictwo: Nasza Księgarnia
Rok wydania: 2010












Książka jest jak ciastko. Zazwyczaj wygląda pięknie i bardzo apetycznie, aż chce się jeść. Czasami czeka nas jednak rozczarowanie0 smak nie dorównuje wyglądowi. A jak smakuje pierwsze ciastko z Cukierni pod Amorem?
 Ja porównałabym jego smak do wypiekanego tam z okazji dni Gutowa pierścionka- interesujący, oryginalny, lekko słony i... pusty w środku. A nadzienie jest przecież bardzo ważne..


 Pod szyldem gutowskiej cukierni "Pod Amorem" przeplatają się dzieje trzech rodów: Zajezierskich, Cieślaków i Hryciów. Na przestrzeni lat toczy się rodzinna historia, pełna miłości, tajemnic i intryg. Do czego doprowadzi znalezienie mumii na gutowskiej ziemi? Co ukrywa Barbara Zajezierska? Jak potoczą się losy rodów? Dowiecie się, czytając tę trylogię.


 Biorąc do reki tę książkę, spodziewałam się lekkiej i nieskomplikowanej opowieści rodzinnej. Określenie "saga familijna" właśnie to mi sugerowało. Tymczasem miałam okazję przeczytać obszerną, wielowątkową powieść o szerokim podłożu historycznym. Ten nieoczekiwany przeze mnie styl zbił mnie z tropu na tyle, że na początku ciężko było mi dobrze wczytać się w oznaczane datami rocznymi rozdziały- jakoś nie potrafiłam zapamiętać, w którym momencie jestem. W mirę jednak jak poznawałam postaci, sprawa staławała się prostsza. I dużo ciekawsza. 


 Ciastko nie spełniło moich oczekiwań smakowych, pomimo tego zdałam sobie sprawę, że jest bardzo dobre. Wgryzłam się więc dalej.


 Losy rodziny Zajezierskich śledziłam z prawdziwym zainteresowaniem. Jej członkowie wzbudzili moją sympatię. Muszę jednak przyznać, że niczym się nie wyróżnili. Choć nigdy nie czytałam tego typu pozycji, miałam wrażenie, że skądś to już znam, nic mnie nie zdziwiło.
 Za to osadzenie powieści na tle historycznym bardzo mi się spodobało. Pomogło to wczuć się w klimat minionych lat i zachwycić się ich pięknem.


 Tak, to ciastko jest smakowite, ale brakuje w nim dodatków! Nawet dodanie odrobiny aromatu mogłoby sprawić, że stałoby się moim ulubionym. 


 Pomimo tego, iż w "Zajezierskich" czegoś mi zabrakło, mam zamiar kontynuować znajomość z tą serią i zaprzyjaźnić się z "Cieślakami". I Wam polecam tę serię. Warto ją poznać i zakosztować ciastek z gutowskiej cukierni. Na mnie czekają jeszcze dwa. Ciekawe, czy zasmakują mi bardziej od wypieku Zajezierskich?
7/10

wtorek, 29 maja 2012

Uważaj na marzenia, bo kiedyś mogą się spełnić. "Wielka Gilly"- Katherine Paterson













Autor: Katherine Paterson
Wydawnictwo:  Nasza Księgarnia
 Rok wydania: 1987 




 Tym razem zacznę od uzasadnienia, dlaczego wybrałam tę książkę do recenzji. Powód jest prosty- napisała ją Katherine Paterson. A kto to jest?- myślicie pewnie. A czy mówi Wam coś "Most do Terabithii"?  Otóż tę pozycję oraz "Wielką Gilly" napisała ta sama osoba. Oczarował mnie film dotyczący bajkowej krainy i zasmucił fakt, iż nigdzie nie mogę znaleźć książki. Gdy w bibliotece trafiłam na znajome nazwisko, po "Wielką Gilly" sięgnęłam bez wahania. Po filmie, który dostarczył mi tylu wspaniałych emocji (tak, popłakałam się), miałam nadzieję, że inna książka autorki tej ciekawej historii okaże się równie dobra. Nie zawiodłam się.

 Jedenastoletnia Gilly to inteligentna i nieposłuszna dziewczynka, której matka zdecydowała się wieść życie Dziecka-Kwiatu i opuściła ją. Galadriel, bo tak brzmi jej pełne imię, tuła się po kolejnych rodzinach zastępczych, marząc o powrocie matki. Niestety, w kolejnym domu czeka na nią jedynie otyła pani Trotter, upośledzony William Ernest oraz niewidomy mężczyzna. Gilly nie jest tym zachwycona, wciąż jednak ma nadzieję na odnalezienie prawdziwej rodziny.  Jej pragnienia stają się w końcu rzeczywistością, ale w bynajmniej nieoczekiwany sposób...

 Nie brzmi zbyt oryginalnie? To moja wina, nie potrafię interesująco streszczać; szkoda, bo fabuła tej książki na to zasługuje. Jest prosta i może niezbyt zaskakująca, ale bardzo zajmująca. Również bohaterowie dają się lubić. Nie sposób nie pałać sympatią do dobrodusznej pani Trotter czy naiwnego Williama Ernesta. Nie można też zapominać o pannie Harris. Choć jej rola była znikoma, spisała się w niej wyśmienicie. Na koniec zostawiłam Gilly. Prawdziwa dziewczyna z charakterem! I te balony z gumy- zawsze chciałam umieć je robić, ale jakoś nigdy mi nie wychodziło.
Balon guma do żucia
<grafika Google>

 Książka jest krótka, stanowi to zarówno jej atut, jak i mankament. Czyta się ją szybko i łatwo, lektura zajmuje jeden przyjemny wieczór. Mam jednak wrażenie, że całość można było jeszcze rozwinąć, coś dodać. W pewnym momencie aż brakowało rozdziałów! Zakończenie nastąpiło zdecydowanie za szybko. Temat nie był dla mnie wyczerpany, z chęcią przeczytałabym więcej. 

 Zakończenie było niespodziewanie szybkie i zaskoczyło mnie swoją oczywistością. Jego styl przypomniał mi, z jak starą książką miałam do czynienia.  Nie powinien więc dziwić fakt, że całość sprawiała wrażenie niedopracowanej w porównaniu z nowszymi pozycjami o podobnej tematyce- całkiem możliwe, że ta książka stała się pierwowzorem dla opowieści o dzieciach z rodzin zastępczych. Ale oprócz zakończenia nic nie odbiegało od współczesnych standardów.

 "Wielka Gilly" to naprawdę ciekawa pozycja. Choć przeczytać można ją w jeden wieczór, zapomnieć o niej nie da się przez wiele dni. Dlatego polecam ją osobom niedysponującym dużą ilością czasu, a także ludziom zainteresowanym psychologią, gdyż powieść ta stanowi zarówno dobrą rozrywkę, jak i interesujący portret psychologiczny.