Pokazywanie postów oznaczonych etykietą 8/10. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą 8/10. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 26 lutego 2013

Poczuć dotyk Anioła...


Zawsze przy mnie stój - Carolyn Jess-Cooke







Tytuł: "Zawsze przy mnie stój"
Autor: Carolyn Jess-Cooke
Wydawnictwo: Otwarte
Rok wydania: 2011




Każdy z nas miewa czasem przeczucia. Ciche podszepty podświadomości czy, wręcz przeciwnie, uporczywe głosy wewnątrz głowy, domagające się całkowitej uwagi: zrób to, nie idź tam, sprawdź czy żelazko jest wyłączone, nie dotykaj tych kabli. Nie każdy postępuje zgodnie z tymi sugestiami, nie przywiązując do nich większej wagi. To może być przecież po prostu złudzenie, powodowane zbłądzeniem umysłu. Albo, trochę mniej racjonalne wytłumaczenie- to szept Anioła, śpiewającego pieśń dusz, by się z nami porozumieć...

 Margot po wielu nieszczęśliwych przeżyciach, związanych z sieroctwem, bólem, alkoholem, miłością, narkotykami i samotnością oraz po zagadkowej śmierci otrzymuje do wykonania misję. Zostaje mianowana Ruth i wraca na ziemię jako swój własny Anioł Stróż. Z innej perspektywy obserwuje żywot pełen błędnych decyzji i porażek. Próbuje przeciwdziałać dziejącemu się złu, które nie zawsze jest tylko nieszczęśliwym zbiegiem okoliczności. Stara się wykorzystać daną jej szansę, by ocalić ludzi, których kocha, co niesie za sobą sporo poświęceń...

 Czy obecnie, w czasach, gdy paranormale święcą triumfy i gdzie słowo anioł (zwykle z przymiotnikiem upadły) odmieniane jest przez wszystkie (jakże skomplikowane i pełne nadzwyczajnej i dozgonnej miłości) przypadki, da się napisać o nich coś świeżego? Carolyn Jess-Cooke dowiodła, że tak. Anioły przedstawiono tu jak istoty posłane przez Boga do ochrony ludzi, posiadające wodne skrzydła oraz niezwykłą więź z Istotą Chronioną- człowiekiem, z którym mieli jakiś związek jeszcze za życia. Podobna charakterystyka znana była mi już wcześniej od strony religijnej, jednak w powieściach fantastycznych spotkałam się z nimi po raz pierwszy i muszę przyznać, iż bardzo mi się podobało! 

 Przedstawienie roli, jaką odgrywają w życiu człowieka Aniołowie bardzo mnie zaintrygowało. Świetnym zabiegiem okazało się według mnie uczynienie Margot Istotą Chronioną przez samą siebie. Ukazało to jeszcze lepiej tę niezwykłą więź pomiędzy obiema istotami. Troska, miłość i wrażliwość Ruth przekazywana Margot zrobiła na mnie spore wrażenie.
 Również tempo akcji, narzucone przez barwne życie głównej bohaterki, zachwyciło mnie. Z zaangażowaniem uczestnicząc w wielu różnorodnych wydarzeniach, nie potrafiłam oderwać się do lektury, nawet by chwilę odetchnąć. Bo przecież nie można tak opuszczać przyjaciół, którymi okazały się dla mnie postaci występujące w powieści! Naprawdę dawały się lubić. Były tak autentyczne, niepozbawione wad i ciekawej historii, ludzkie, wyjątkowe. Najbardziej ujęła mnie oczywiście Margot w obu swych wcieleniach- jako człowiek wzbudziła we mnie ogrom współczucia, jako Anioł zaś- podziw, że starała się przeciwdziałać dawnym błędom oraz troskę o to, by jej się udało. Z wielkim zainteresowaniem śledziłam także losy Toby'ego i Grahama, których pokochałam za ich bogate osobowości. 

 Wraz z bohaterami "Zawsze przy mnie stój" miałam okazję odczuć całą paletę emocji. Lekturze towarzyszyły dość skrajne uczucia; od radości, przez smutek, cierpienie, wściekłość do najczęstszej chyba bezsilności. Wszystkie wydarzenia, które przeżywała Ruth, stały się i moim udziałem. Razem z nią cieszyłam się z drobnych sukcesów Margot, drżałam o jej życie i irytowałam się, gdy śmiertelniczka nie dopuszczała do siebie głosu Anioła, podpowiadającego (teoretycznie) najlepsze rozwiązania czy przestrogi przed niebezpieczeństwem. Niestety, wpływ dobrze życzących jej osób (Ruth oraz mnie ^^) był bardzo utrudniony. Ja mogłam jedynie zaciskać zęby z emocji i trzymać kciuki za powodzenie bohaterów powieści. 

„Każdy człowiek boryka się w życiu z jedną prawdą, której nigdy w pełni nie pojmie. Musi przerabiać wciąż te same lekcje, popełniać takie same błędy, zanim ich sens dotrze wreszcie do jego świadomości.”

Przypadkiem nie popełniajcie częstego (choć niestety nieuniknionego przy tak ogromnej liczbie tytułów) błędu. Nie przechodźcie obok "Zawsze przy mnie stój" obojętnie. Czytajcie, jeśli tylko macie ku temu sposobność. Naprawdę warto!

8/10
Przeczytane i zrecenzowane w ramach wyzwania Czytam fantastykę.

I na koniec pasująca do tematu  piosenka :)


Pozdrawiam!
Ffer

piątek, 4 stycznia 2013

Niezwykłe.


Niezwykłe akty prawdziwej miłości - Danny Scheinmann
Jeśli kogoś interesuje tytuł tego posta, dotyczy on zwartości posta- to recenzja (o.O), ostatnio niezwykle rzadko na tym blogu spotykana, w dodatku recenzja niezwykłej książki. Zapraszam do czytania i dziękuję za wspaniałe, bardzo motywujące komentarze :D






Tytuł: "Niezwykłe akty prawdziwej miłości"
Autor: Danny Scheinmann
Wydawnictwo: Sonia Draga
Rok wydania: 2007


 Prawdziwa miłość, prawdziwe szczęście- któż nie zetknął się z tymi nieco już wyświechtanymi frazesami? Pojawiają się wszędzie, na każdym kroku spotkać można mnóstwo definicji oraz sposobów na ich osiągnięcie, często powiązanych z konsumpcją, materialistycznym podejściem do życia. Wszędzie mówi się o miłości, tęskni za nią oraz zaszczęściem. Jest wszechobecna. I choć coraz częściej spotykamy komercyjne odmiany tego uczucia, przejawiające się przede wszystkim zmianą statusu na portalu społecznościowym, mnóstwem serduszek i róż w każdej postaci, mam nadzieję, iż gdzieś tam wciąż zdarzają się historie podobne do tych opisanych w "Niezwykłych aktach prawdziwej miłości"...Choć tytuł brzmi ckliwie, niezbyt zachęcająco, stanowi dokładny opis zawartości książki. Tylko nie myślcie, że to jakieś tanie romansidło, bo zdecydowanie tak nie jest. To powieść o bólu, tęsknocie, żałobie, odnajdywaniu radości w każdej sytuacji, determinacji, strachu, nadziei i woli walki, o życiu i śmierci, i tak, oczywiście, o miłości, która jest kołem zamachowym wszystkiego.

 Rok 1992. Dwudziestokilkuletni Leo Deakin budzi się w nieznanym sobie miejscu, gdzieś w Ekwadorze. Przeżył wypadek samochodowy. Niestety, miłość jego życia, Eleni nie miała tyle szczęścia. Zrozpaczony Leo nie potrafi odnaleźć się w codzienności. Pełen poczucia winy i bólu, poszukuje ukochanej wszędzie. Jest naukowcem- jego poszukiwania sięgają do tajnik fizyki oraz zoologii. Czy uda mu się na nowo odkryć miłość?
 Rok 1917. Moritz Daniecki to galicyjski żołnierz zesłany do obozu na Syberię. Obiecawszy swej ukochanej Lotte powrót do domu, zbiega i wyrusza w wycieńczającą wędrówkę. Od domu dzieli go siedem tysięcy kilometrów. Czy jego miłość i wytrwałość zdołają pokonać głód, strach, okropne zimno i wątpliwości, czy aby na pewno jest do czego wracać? 

 Te dwie porywające historie w pewnym momencie splatają się ze sobą. Choć może sposób połączenia nie jest zbyt zaskakujący, zdumiewa mnie misterność, piękno tego powiązania oraz to, jakie przyniosło skutki, nie tylko dla głównych bohaterów. Właśnie, można by o nich wspomnieć. Cóż.. szczerze mówiąc, nie polubiłam Leo oraz Moritza. Pewne cechy ich charakterów, mało znaczące dla historii zachowania irytowały mnie na tyle, że nie udało mi się wzbudzić sympatii do nich. Byłam podziwu dla ogromu ich uczuć, ale nie potrafiłam zrozumieć niektórych postępowań. Pomimo tego, bardzo przeżywałam ich emocje i opisane wydarzenia. Czułam się jakby współtowarzyszem wędrówki- choć nie polubiłam mych kompanów, obchodził mnie ich los. Dużo więcej sympatii poczułam do bohaterów drugoplanowych- Franka, Kiraly'ego i Hannah. Ich historie bardzo mnie poruszyły, ciągle trzymałam kciuki za pomyślny dla nich rozwój wydarzeń. Być może polubiłam ich bardziej dlatego, że potrafiłam choć w pewnym stopniu zrozumieć ich uczucia i zachowania. Postępowanie osób kierujących się tak ogromną miłością jest dla mnie trochę niepojęte- zapewne dlatego, iż tak potężnego uczucia (jeszcze?) nie zaznałam. 

 Jednakże ta powieść skłania do refleksji nie tylko o miłości. Mówi też sporo o szczęściu: 
„Pewnego dnia człowiek widzi zachodzące słońce i stwierdza, że jego fortuna znajduje się w miejscu, w którym słońce dotyka ziemi. Wyrusza mu naprzeciw. Idzie, idzie, idzie i po długim czasie wraca do wioski, z której wyruszył. Przemierzył cały glob, ale gdy jego przyjaciele proszą go, by opowiedział im o cudach i dziwach, które widział po drodze, nie może tego uczynić, bo oślepł od promieni słońca. Ja tylko proponuję, żebyś zapamiętał swoją wyprawę i zapomniał o przybyciu na miejsce. Jeśli tego nie zrobisz, ty również oślepniesz i zestarzejesz się, jak ja, i będziesz się zastanawiał, gdzie uciekło Ci życie, i zdasz sobie sprawę, że przez całe życie planowałeś przyszłość, która nigdy nie nadeszła. Odnajduj swoje szczęście teraz, a jak odnajdziesz swoją miłość, to je podwoisz. Chodź, wypij ze mną jeszcze jedną wódkę i posłuchaj śpiewu ptaków. Czemu nie miałbyś żyć teraz, młody człowieku?”

 Język autora jest bardzo plastyczny. Akcja jest raczej spokojna, ale urozmaicona o zmianę bohaterów narracji, co sprawia, że powieść czyta się szybko i przyjemnie. Między rozdziałami znajdują się fragmenty notatnika Leo- krótkie cytaty o miłości oraz ciekawostki dotyczące godów zwierząt; co daje nam możliwość dryfowania między mroźną Syberią, bezpieczną Anglią, Ekwadorem i wieloma egzotycznymi zakątkami naszej planety. Dzięki temu lektura staje się jeszcze bardziej interesująca. 


"Oceany rozbrzmiewają echem nawoływań wielorybów, które ślą przesłanie pod wodą do swoich ukochanych sto kilometrów dalej: "Chodź do domu, tęsknię za tobą"." 

A ja, choć skończyłam tę książkę bardzo niedawno, już tęsknię za podobną historią. I mam dla Was przesłanie, nie spod wody, a prosto z głębszych niż oceany czeluści Internetu- czytajcie! Warto! 
8/10

piątek, 5 października 2012

Usłyszeć Ono...





 Zamiast okładki- kadr z filmu córki D. Terakowskiej o tej samej tematyce- "Ono"Małgorzaty Szumowskiej (nie widziałam go). Okładka jest, ale obrzydliwa, nikogo nie zachęci.








Autor:Dorota Terakowska
Wydawnictwo:Wydawnictwo Literackie
Rok wydania: 2003
 
(Małe ćwiczenie. Zamknij oczy i sprawdź, jakie dźwięki jesteś w stanie wychwycić. Słuchaj uważnie. Dużo tego, czyż nie? Zdawałeś/aś sobie z tego sprawę? 
A teraz proponuję otworzyć oczy i wrócić do czytania :) )

 Szelest kartki. Przełykanie herbaty. Śpiew ptaków. Ryk kosiarki. Szeptane sekrety. Bijące serce. Łupanie w kościach. Szum wiatru. Kliknięcia klawiatury.

 Z każdej strony, w każdej chwili jesteśmy w stanie usłyszeć wiele dźwięków. Z niektórych nawet nie zdajemy sobie sprawy. Tak jesteśmy przyzwyczajeni do zmysłu słuchu, że nie doceniamy go, traktujemy jak oczywistość. Słuch przecież jest i był właściwie zawsze. Także w życiu płodowym.

 Brzęk tłuczonego naczynia. Kłótnia w sąsiednim bloku. Szloch. Ryk silnika. Chichot plotkujących nastolatek. Brzęk pieniędzy. Zgrzytanie zębów.

 Dziewiętnastoletnia Ewa pochodzi z niezbyt zamożnej, mieszkającej w małym miasteczku rodziny. Marzy o wyrwaniu się stamtąd, pragnie oderwać się od nudnej, nijakiej rzeczywistości. Na sylwestrowej dyskotece zostaje gwiazdą wieczoru. Myśli, że świat stoi przed nią otworem, gdyż budzi zainteresowanie trzech przystojnych młodzieńców z miasta. Sądzi, że wraz z drzwiami ich samochodu otwiera sobie drogę ku świetlanej przyszłości...
Nic bardziej mylnego.
 Ewa zostaje zgwałcona. Zachodzi w ciążę. W jej życiu niespodziewanie pojawia się Ono- tajemnicza istota, której nie zna, nie rozumie i nie chce. Planuje aborcję, jednak bardzo porusza ją informacja, iż nawet najmniejsze ludzkie istnienie jest w stanie usłyszeć odgłosy. Zadziwia ją to, że Ono- niedostrzegalne i niewyczuwalne, prawie nieistniejące- słyszy i czuje. Nie jest po prostu rzeczą, której można się pozbyć. Choć takie maleńkie, Ono potrafi podejmować decyzje (ale nie ma wpływu na wszystko). Dzisiejszy świat jest pełen niebezpieczeństw i zła i niepokojących dźwięków. Czy Ono zechce się na nim pojawić? Czy Ewa zdecyduje się przemówić do Niego kojącym głosem?

 „Kocha się coś, co się zna, a ja nie mam o tobie żadnego pojęcia, jesteś dla mnie czymś obcym i przypadkowym. Nie umiem cię kochać i nawet nie wiem, czy będę umiała.”

 Szczery śmiech. Padający deszcz. Radosne szczekanie psa. Skrzypiące drzwi. Brzęk sztućców przy wspólnym posiłku. 

"Ono" to jedna z tych historii, które naprawdę chwytają za serce. (I nie chcą puścić.) Niby to taka zwyczajna powieść o nijakim życiu, a jednak ma w sobie coś niezwykłego. Nawet najbardziej prozaiczne czynności opisywane w tej książce mają w sobie jakiś urok, każde zdanie jest jak małe światełko, które rozświetla człowiekowi drogę. Choć ma moc przybliżoną do zapałki, połączone z innymi może stworzyć wspaniały świetlisty drogowskaz. Bo choć w "Ono" pełno jest beznadziei i smutku, książka daje nadzieję, że to nie musi tak być, a kiedyś na pewno nastaną czasy, gdy będzie lepiej.

 „Cień jest dowodem na to, że istnieje światło. Nie zawsze trzeba się bać cienia.”

Tego, że akcja w "Ono" nie mknie jak szalona, każdy się już chyba domyślił. Stanowi to jednak bardziej zaletę niż wadę tej książki; pozwala zatrzymać się i zastanowić nad jej sensem, odnaleźć mądrość ukrytą między kartkami. Bo ona tam jest. I czeka na uważnego czytelnika, który ją wydobędzie, który pozbiera pojedyncze zapałki do pudełka...

 Mam nadzieję, że będziesz to również Ty. Że Ty także pozwolisz zaczarować się ciepłym dźwiękom płynącym z tej powieści, znajdującym odbicie także w rzeczywistości.
8/10

wtorek, 24 lipca 2012

Kwestia wyboru.


Wybór Marty - Lidia Ewa Witek







Tytuł: "Wybór Marty"
Autor: Lidia Ewa Witek
Wydawnictwo: Wydawnictwo Księży Marianów
Rok wydania: 2006 







Wyobraź sobie, że do Twojego domu puka osoba, z którą łączy Cię średni, jeśli nie niski stopień zażyłości, i prosi o pomoc. Decyzja nieodwracalnie zmieni Twoje życie, wywróci wszystko do góry nogami. Zmusi Cię do zmiany pracy, znajomych i stylu życia. Na co się zdecydujesz? Wyciągniesz pomocną dłoń?


 Przed takim właśnie wyborem staje Marta- młoda i ambitna pani architekt, której spokojne życie przerywa pojawienie się jej kuzynki, Małgosi. Dziewczyna jest w ciąży i planuje zabić swoje dziecko, choć wcale tego nie chce; zmusza ją do tego trudna sytuacja. Młoda kuzynka prosi Martę jedynie o nocleg, jednak kobieta oferuje jej inną formę pomocy- adopcję dziecka. Ta decyzja zaważy o losie ich wszystkich...


Marta, jak na poważną, rozsądną osobę przystało, rozważa najpierw wszystkie za i przeciw. Znajduje zarówno pozytywne, jak i negatywne strony sytuacji. A ja się w tej książce minusów dopatrzeć nie mogę! Świetnie spełnia wszystkie wymagania stawiane dobrej powieści.


 Fabuła jest naprawdę interesująca. Tytułowy "Wybór Marty" nie był jednorazowym wyczynem, składał się z wielu mniejszych, lecz równie ważnych decyzji. Bo przecież w rzeczywistości nic nie kończy się na wyborze, potem trzeba jakoś z nim żyć. Podoba mi się, że przedstawiono konsekwencje decyzji Marty, że ukazano jej dalsze losy. Sprawiło to, że książka wydawała mi się bardzo realistyczna, czytając to, czułam, że ta historia mogła się naprawdę kiedyś zdarzyć, ba! Zdarza się wciąż! Nie zauważamy tego, jednak spotykamy ludzi takich jak Marta- cichych bohaterów, przeżywających swoje małe, a jednak ogromne dramaty. To wielka wartość tej książki- przedstawia prawdę.


 Nie tylko główna bohaterka wydaje mi się bardzo realistyczna. Wszystkie postaci wydają mi się właśnie takie. Nie są idealni, lecz ciekawie wykreowani. Każdy, nawet epizodyczny bohater obdarzony jest niebanalnym charakterem, nie sposób go nie polubić. Moimi faworytami są Adela oraz Józef.:)


 Największą zaletą tej pozycji jest to, że wzbudza emocje. Porusza i chwyta za serce tak bardzo, że trudno się od niej oderwać. Historii bohaterów nie śledzi się ze zwykłym zainteresowaniem, nie! Czytaniu towarzyszy rozbawienie, wzruszenie czy nawet strach o losy postaci. Decyzje Marty mogą cieszyć, oburzać czy złościć, ale i tak godzimy się z nimi i z wytęsknieniem czekamy na rozwój sytuacji. Jedyne, czego brakuje, to kolejne rozdziały. Ja z chęcią przeczytałabym więcej.


 Przedstawiony świat wydaje się tak realny, iż ciężko traktować "Wybór Marty" jak zwykłą powieść. To historia z życia. Nie można przeczytać jej, przechodząc jakby "obok", trzymając emocje na wodzy. Ją trzeba przeżyć.


 Do przeżywania tej pięknej, choć smutnej historii zapraszam wszystkich, którzy są gotowi przenieść się do Warszawy i poznać losy miłej pani architekt. Może i Was zainteresują? 
8/10


Wybaczcie moją przedłużoną nieobecność, na usprawiedliwienie mam jedynie jedno słowo- wakacje. Ostatnio rzadko bywam w domu, nadrobię to chyba dopiero we wrześniu :) Ale z blogosfery na tak długo już raczej nie zniknę, mam nadzieję... 

niedziela, 17 czerwca 2012

Mumie i ciasto to dobre połączenie. Przynajmniej w "Cukierni pod Amorem. Cieślakowie"

Cukiernia pod Amorem. Cieślakowie - Małgorzata Gutowska-Adamczyk






Autor: Małgorzata Gutowska- Adamczyk
Wydawnictwo: Nasza Księgarnia
Rok wydania: 2010








 Muszę przyznać, że wypieki z Cukierni pod Amorem bardzo mi zasmakowały. Wkrótce po strawieniu ciastka Zajezierskich wybrałam się do tego zacnego zakładu, by móc skosztować specjałów Cieślaków.


 Tym razem sięgnęłam po gutowską mumię. Zachwyciła mnie nie tylko swoim interesującym wyglądem, ale także wspaniałym jagodowym smakiem.


 Pod szyldem gutowskiej cukierni "Pod Amorem" przeplatają się dzieje trzech rodów: Zajezierskich, Cieślaków i Hryciów. Na przestrzeni lat toczy się rodzinna historia, pełna miłości, tajemnic i intryg. Co czeka Mariannę w Nowym Świecie? Jak potoczy się kariera Grażyny Toroszyn? Czy hrabia Zajezierski odnajdzie godnego dziedzica?


  Tym razem wiedziałam już, co będę czytać. Ciastko pachniało znajomo i apetycznie. I okazało się właśnie takie. Losy Cieślaków zainteresowały mnie bardziej niż Zajezierskich, wzbudziły we mnie emocje, których zabrakło w pierwszym tomie. Odnalazłam wreszcie swoich faworytów- Pawła Cieślaka oraz Adama Toroszyna, ubolewałam też nad brakiem Rafała- miałam nadzieję, że ta postać będzie miała jakieś znaczenie w przyszłości.


 Choć brakowało mi trochę scen współczesnych, historie minionych lat zafascynowały mnie. Z zachłannością smakowałam ciastko, które skończyło się jakby za szybko. A takie było dobre!


 Nie pozostaje mi nic innego, jak podążając za znajomym zapachem zajrzeć znów do Cukierni pod Amorem i zjeść z Hryciami ostatnie ciastko. Wam też polecam to uczynić- satysfakcja gwarantowana!
8/10


Na trylogię "Cukiernia pod Amorem" składa się:
1." Cukiernia pod Amorem. Zajezierscy"-recenzja
2. "Cukiernia pod Amorem. Cieślakowie"
3. "Cukiernia pod Amorem. Hryciowie"- recenzja wkrótce!

poniedziałek, 11 czerwca 2012

Uważaj na to, co spada z nieba. "Doły"















 Autor: Louis Sachar
Wydawnictwo: Prószyński i S-ka
Rok wydania: 2003






 Znacie film "Kto pod kim dołki kopie"? Nie? Ja widziałam go chyba 2 razy i jakoś mocno wrył mi się w pamięć obraz chłopców kopiących doły w pomarańczowych kombinezonach. Wielkie było moje zdziwienie, gdy w bibliotece  natknęłam się na książkową wersję znanej mi już historii. Wolę najpierw czytać, a potem oglądać, dlatego wypożyczyłam ją z ciekawością, ale i wahaniem. Czy film różni się od książki? Postanowiłam się o tym przekonać.

<onet.film>

 Stanley Yelnats zostaje obdarowany nietypowym prezentem z nieba- w jego ręce dostaje się para  starych butów. Przynosi je swojemu ojcu, wynalazcy i... oprócz obuwia zyskuje kłopoty. Zostaje oskarżony o kradzież i skazany na pobyt w obozie poprawczym. Na terenie wyschniętego jeziora czeka go mordercza praca przy kopaniu dołów. Ale czy wykopy mają służyć jedynie kształceniu charakterów?...

 To książka z rodzaju bardzo przeze mnie lubianych. Na pozór nieskomplikowana, krótka, wydaje się być pozycją odpowiednią tylko na umilenie sobie czasu wolnego. Jednak jest czymś znacznie więcej, przynajmniej dla mnie. W tych prostych zdaniach kryje się jakaś mądrość i siła, pozwalająca z uśmiechem patrzeć w przyszłość- bo przecież raczej nic, co nas czeka, nie jest tak trudne i nużące jak kopanie dołów. (A nawet jeśli jest, to i na to można znaleźć pociechę w tej książce :))

 Akcja jest pełna humoru, rozwija się ciekawie. Bohaterowie budzą sympatię i zaciekawienie. Informacje, jakie zdobywamy podczas lektury pozwalają nam domyśleć się przypuszczalnego zakończenia, a ono zaskakuje swoją prostotą i wyjątkowością zarazem. To naprawdę przyjemna lektura, pozwalająca docenić swoje życie i każdą parę butów :)

 "Doły" polecam wszystkim, których mogłoby to zaciekawić, jak również tym, dla których ta pozycja nie wydaje się być interesująca- dajcie się pozytywnie zaskoczyć! 

 Na zachętę dodam jeszcze zwiastun filmu. Może on Was przekona? ;)
 

 PS. Na LubimyCzytać zauważyłam, że niektórzy użytkownicy mają "Doły" na półkach 'BBC'. Co prawda na mojej wersji listy nie ma tej pozycji, ale uważam, że warto zwrócić na nią uwagę, bo rzeczywiście zasługuje na miejsce w tym rankingu. 
 

środa, 28 marca 2012

"Szóstego dnia"- Andrée Chedid


 Po niedawnej wizycie w bibliotece do domu wróciłam z dość starą i sfatygowaną książką pt. ,,Szóstego dnia". Poleciła mi ją pani bibliotekarka. Zaraz po powrocie do domu znalazłam sobie miły kącik i wzięłam się za czytanie. I wsiąknęłam...

Kair. Epidemia cholery zebrała już swoje śmiertelne żniwo. Odebrała Saddice prawie całą rodzinę mieszkającą na wsi- pozostał jej jedynie sparaliżowany mąż i mały wnuczek, Hassan.Jednak choroba dociera także do miasta. Także do jej domu. Jej ukochany wnuczek słabnie. W szpitalu z pewnością umrze. Om Hassan ("Matka Hassana", Saddika)decyduje się go ukryć. Śmierć lub zmartwychwstanie ma nadejść szóstego dnia...

Nie spodziewałam się, że ta książka tak mnie poruszy. Z wielkim zainteresowaniem uczestniczyłam w wysiłkach Saddiki. Poświęcenie i miłość tej starej kobiety do wnuczka zrobiły na mnie ogromne wrażenie. Om Hassan czyniła wszystko, byle tylko uratować chłopca. Ja śledziłam jej losy z zapartym tchem aż do tytułowego szóstego dnia.

Z tej książki można czerpać różnoraką wiedzę. Jak leczyć chorych na cholerę. Jak się ukrywać. Jak żyć.

Człowiek ma swoje życie we własnych rękach. Powinien pragnąć je przeżyć. Chęć życia, pragnienie miłości to naturalne mocne drzewo, które wyrasta z nas samych. Dola człowieka jest, jaka jest. Ludzie są, jacy są. To, co najlepsze, zawsze się jakoś da odnaleźć. W piachu, w skale, w ołowiu, w nas samych.”

Dzięki lekturze "Szóstego dnia" zdałam sobie sprawę, jak ważny i cenny jest każdy dzień. Jak wielki wpływ może mieć na nasze życie każda chwila. Dlatego warto dobrze ją wykorzystać. Na przykład na czytanie tej książki. Polecam.

8/10