piątek, 5 października 2012

Usłyszeć Ono...





 Zamiast okładki- kadr z filmu córki D. Terakowskiej o tej samej tematyce- "Ono"Małgorzaty Szumowskiej (nie widziałam go). Okładka jest, ale obrzydliwa, nikogo nie zachęci.








Autor:Dorota Terakowska
Wydawnictwo:Wydawnictwo Literackie
Rok wydania: 2003
 
(Małe ćwiczenie. Zamknij oczy i sprawdź, jakie dźwięki jesteś w stanie wychwycić. Słuchaj uważnie. Dużo tego, czyż nie? Zdawałeś/aś sobie z tego sprawę? 
A teraz proponuję otworzyć oczy i wrócić do czytania :) )

 Szelest kartki. Przełykanie herbaty. Śpiew ptaków. Ryk kosiarki. Szeptane sekrety. Bijące serce. Łupanie w kościach. Szum wiatru. Kliknięcia klawiatury.

 Z każdej strony, w każdej chwili jesteśmy w stanie usłyszeć wiele dźwięków. Z niektórych nawet nie zdajemy sobie sprawy. Tak jesteśmy przyzwyczajeni do zmysłu słuchu, że nie doceniamy go, traktujemy jak oczywistość. Słuch przecież jest i był właściwie zawsze. Także w życiu płodowym.

 Brzęk tłuczonego naczynia. Kłótnia w sąsiednim bloku. Szloch. Ryk silnika. Chichot plotkujących nastolatek. Brzęk pieniędzy. Zgrzytanie zębów.

 Dziewiętnastoletnia Ewa pochodzi z niezbyt zamożnej, mieszkającej w małym miasteczku rodziny. Marzy o wyrwaniu się stamtąd, pragnie oderwać się od nudnej, nijakiej rzeczywistości. Na sylwestrowej dyskotece zostaje gwiazdą wieczoru. Myśli, że świat stoi przed nią otworem, gdyż budzi zainteresowanie trzech przystojnych młodzieńców z miasta. Sądzi, że wraz z drzwiami ich samochodu otwiera sobie drogę ku świetlanej przyszłości...
Nic bardziej mylnego.
 Ewa zostaje zgwałcona. Zachodzi w ciążę. W jej życiu niespodziewanie pojawia się Ono- tajemnicza istota, której nie zna, nie rozumie i nie chce. Planuje aborcję, jednak bardzo porusza ją informacja, iż nawet najmniejsze ludzkie istnienie jest w stanie usłyszeć odgłosy. Zadziwia ją to, że Ono- niedostrzegalne i niewyczuwalne, prawie nieistniejące- słyszy i czuje. Nie jest po prostu rzeczą, której można się pozbyć. Choć takie maleńkie, Ono potrafi podejmować decyzje (ale nie ma wpływu na wszystko). Dzisiejszy świat jest pełen niebezpieczeństw i zła i niepokojących dźwięków. Czy Ono zechce się na nim pojawić? Czy Ewa zdecyduje się przemówić do Niego kojącym głosem?

 „Kocha się coś, co się zna, a ja nie mam o tobie żadnego pojęcia, jesteś dla mnie czymś obcym i przypadkowym. Nie umiem cię kochać i nawet nie wiem, czy będę umiała.”

 Szczery śmiech. Padający deszcz. Radosne szczekanie psa. Skrzypiące drzwi. Brzęk sztućców przy wspólnym posiłku. 

"Ono" to jedna z tych historii, które naprawdę chwytają za serce. (I nie chcą puścić.) Niby to taka zwyczajna powieść o nijakim życiu, a jednak ma w sobie coś niezwykłego. Nawet najbardziej prozaiczne czynności opisywane w tej książce mają w sobie jakiś urok, każde zdanie jest jak małe światełko, które rozświetla człowiekowi drogę. Choć ma moc przybliżoną do zapałki, połączone z innymi może stworzyć wspaniały świetlisty drogowskaz. Bo choć w "Ono" pełno jest beznadziei i smutku, książka daje nadzieję, że to nie musi tak być, a kiedyś na pewno nastaną czasy, gdy będzie lepiej.

 „Cień jest dowodem na to, że istnieje światło. Nie zawsze trzeba się bać cienia.”

Tego, że akcja w "Ono" nie mknie jak szalona, każdy się już chyba domyślił. Stanowi to jednak bardziej zaletę niż wadę tej książki; pozwala zatrzymać się i zastanowić nad jej sensem, odnaleźć mądrość ukrytą między kartkami. Bo ona tam jest. I czeka na uważnego czytelnika, który ją wydobędzie, który pozbiera pojedyncze zapałki do pudełka...

 Mam nadzieję, że będziesz to również Ty. Że Ty także pozwolisz zaczarować się ciepłym dźwiękom płynącym z tej powieści, znajdującym odbicie także w rzeczywistości.
8/10

sobota, 1 września 2012

Pora na rożki, czyli "Hryciowie" rządzą w "Cukierni pod Amorem"

Cukiernia pod Amorem. Hryciowie - Małgorzata Gutowska-Adamczyk





Autor: Małgorzata Gutowska- Adamczyk
Wydawnictwo: Nasza Księgarnia
Rok wydania: 2011




Mój apetyt nie wytrzymał zbyt długo. Po wspaniałej uczcie, jakiej dostarczyły mi 2 poprzednie tomy, nie mogłam czekać na deser zbyt długo. I oto nadszedł.

 To rożek z ciasta francuskiego: kruchy i delikatny, starannie wykończony, z mnóstwem cienkich warstw oraz jabłkowym nadzieniem. Czy zostanie moim ulubionym deserem? 

 Pod szyldem gutowskiej cukierni "Pod Amorem" przeplatają się dzieje trzech rodów: Zajezierskich, Cieślaków i Hryciów. Na przestrzeni lat toczy się rodzinna historia, pełna miłości, tajemnic i intryg. Czy zagadka pierścienia zostanie rozwiązana? Co skłoni Celinę do otwarcia cukierni? Czy spotka się z miłością swego życia?...

 Będąc świeżo po lekturze "Cieślaków", za "Hryciów" zabrałam się pełna entuzjazmu. Ciastko wyglądało naprawdę apetycznie. Niestety, jego smak odrobinę mnie rozczarował. Jego wielowarstwowość, liczne detale sprawiły, że dzieło straciła na spójności. Obszerny kontekst historyczny pozostawił mało miejsca na wątki obyczajowe, które ograniczały się potem do "wyprowadził się i szukał pracy". Miejsca na emocje pozostało bardzo niewiele.

 Rozczarowali mnie trochę bohaterowie- decyzje, które podejmowali były nielogiczne i nie pasowały mi do ich charakterów. Byłabym skłonna to przeboleć, gdyby kolejnego przykrego zaskoczenia nie dostarczyło mi zakończenie. Ostatni gryz okazał się gorzki! Zabrakło mi wtedy konkretów, zostało więcej pytań niż odpowiedzi. A to przecież koniec serii...

 Na szczęście okruszki okazały się pyszne. Indeks osób i drzewa genealogiczne stanowiły świetny dodatek, pozwalający łatwo przypomnieć sobie, kto jest kim w przypadku dezorientacji, jaka mogła się dość często przytrafić przy tylu bohaterach. Brawo za to!

 Trochę przykro kończyć już swe odwiedziny w "Cukierni pod Amorem". Spędziłam w niej naprawdę miłe chwile i choć czasem wypieki nie do końca trafiały w mój smak, całość wywarła na mnie bardzo pozytywne wrażenie.

 Pomimo drobnych wad i niedociągnięć, "Hryciowie" okazali się sympatycznymi ludźmi. Z ciekawością i przyjemnością śledziłam ich losy, które zaskakiwały mnie niejednokrotnie. Uważam, że zakończenie nastąpiło zbyt szybko. Z chęcią przeczytałabym jeszcze chociażby kilka rozdziałów.

Pozostaje mi zachęcić Was, byście zatrzymali się na chwilę w Gutowie i spróbowali nieziemskich wypieków z "Cukierni pod Amorem". Naprawdę warto!
7/10

Na trylogię "Cukiernia pod Amorem" składa się:
1." Cukiernia pod Amorem. Zajezierscy"-recenzja
2. "Cukiernia pod Amorem. Cieślakowie"-recenzja
3. "Cukiernia pod Amorem. Hryciowie"

wtorek, 28 sierpnia 2012

Karty na stół!

Karty na stół - Agatha Christie





Autor: Agatha Christie
Wydawnictwo Dolnośląskie
Rok wydania: 2001





Zdarza Wam się grać w karty? Mi rzadko, właściwie tylko na wycieczkach. Nie znam zasad zbyt wielu gier, preferuję wojnę, makao albo najlepiej Uno. Mnie hazard nie interesuje, ale wiadomo, są osoby, które namiętnie grają na przykład w brydża. A blefują świetnie nie tylko w kartach. I nie tylko podczas gry zachowują zimną krew. 

 Właśnie takie osoby spotyka znany wszystkim Herkules Poirot na pewnym przyjęciu. Detektyw zostaje na nie zaproszony przez pana Shaitanę, oryginalnego jegomościa o ciekawych zainteresowaniach. Gospodarz posiada kilka interesujących zbiorów. Tabakierki, orientalne drobiazgi oraz... mordercy, którym nigdy nie dowiedziono zbrodni. Kolacja z żywymi ozdobami kolekcji kończy się nową zagadką dla detektywa...

 Choć w twórczość pani Christie zagłębiam się z przyjemnością już od jakiegoś czasu, z galerią morderców spotkałam się po raz pierwszy. Był to wyjątkowo udany, dodający tej pozycji świeżości pomysł. Bo poza tym, było jak zwykle; mnóstwo ciekawych postaci, intryg i interesujących zwrotów akcji, nie pozwalających domyślić się zakończenia oraz sprawcy(ale byłam blisko!). Irytujący Poirot. Dawka psychologicznych rozważań. Dobrze zbudowane napięcie. Świetny klimat. Naprawdę dobra powieść, którą świetnie czyta się w każdej sytuacji. (No, może oprócz chwili przed kolacją z nieznajomymi ;)) 

Nie wiem, co mogłabym jeszcze napisać o tej pozycji, więc po prostu ją polecę. Komu? Osobom, które jeszcze nie znają twórczości pani Agathy (bo kto już ją zna, sięgnie pewnie i bez mojego polecenia). Warto rozpocząć przygodę z jej książkami od wyciągnięcia "Kart na stół". 

środa, 22 sierpnia 2012

Nadchodzi pora "Głodu"!

Faza Druga: Głód - Michael Grant 



 Autor: Michael Grant
Seria: Gone. Zniknęli
Wydawnictwo: Jaguar
 
Rok wydania: 2010



Z pewnością zdarzyło Ci się kiedyś być głodnym. Kroki kierowały Cię do lodówki. Tylko światło? Nie szkodzi, można przecież iść do szafki z zapasami czy do sklepu.

 A co, jeśli półki sklepowe też zieją pustkami? Jeśli wszystkie jadalne produkty zostały spożyte lub zepsuły się? Co jeśli głód ściska Ci żołądek i wiesz, że jeśli nie zdobędziesz pokarmu samodzielnie, nikt nie zaspokoi Twych potrzeb?

 Życie w ETAPie staje się coraz trudniejsze. Zapasy jedzenia kończą się. Zaczyna się spór o władzę i  nieustanna walka ciemności o kontrolę nad umysłami zdezorientowanej młodzieży. Głód i strach napędza dzieci do coraz gorszych czynów.

 Podobnie jak pierwsza część serii "GONE", "Głód" cechuje się mnogością ciekawych zdarzeń. Tęsknota za rodzicami i postępujące mutacje to nie jedyne problemy. Oprócz wszechogarniającego Głodu, każdy z bohaterów musi mierzyć się z własnymi troskami i lękami. A jest czego się bać. Prócz ukrytych w ciemności stworzeń zagrożenie stanowią także ludzie. Rywalizacja między Perdido Beach a Coates staje się bardziej zażarta. Nie chodzi już tylko o władzę, a o życie.

Tak, fabuła drugiej części "GONE" nie zawiodła mnie. Bohaterowie również. Choć nie wszyscy dawali się lubić (Albert!), każdy wzbudzał moje zainteresowanie. Dzięki mnogości charakterów nie nudziłam się ani przez chwilę, ba! Nie mogłam się oderwać od tej książki. Każdy bohater wnosił do historii coś nowego, czynił ją wyjątkową i jeszcze bardziej interesującą. Z taką ilością ludzi naprawdę dużo się działo. Z ciekawością śledziłam dzieje wszystkich postaci, a drżałam o losy Dekki, Sama, Astrid (tak, polubiłam ją) i oczywiście Edilia. Denerwowało mnie jedynie Gaiaphage. Wiem, że jest ono koniecznym elementem, ale mnie wydawało się zbędne.

 Pisząc tę recenzję, jestem po lekturze pięciu tomów serii. Moją ulubioną częścią pozostaje niezmiennie "Głód". To chyba o czymś świadczy. O czym? Że nawet jeśli "Niepokój" Ci się nie spodobał, warto sięgnąć po jego kontynuację, bo można się mile zaskoczyć!

 Polecam więc tym, którzy jeszcze serii nie znają (ale proponuję zacząć od "Niepokoju") i tym, którzy utknęli na pierwszej części. Jej fanom chyba polecać nie muszę- wiem, że przeczytacie! :)
10/10